Wszędobylski internet

Internet jest wszędzie. Stał się narzędziem pracy i rozrywki. Blogi, portale społecznościowe, wiadomości, gry on-line: dla wielu z nas jest to już codzienność. Powszechnie też panuje przekonanie (skądinąd słuszne), że internet jest kopalnią wiedzy na temat każdego z nas. Jeśli tylko wie się, gdzie i jak szukać, można znaleźć informacje praktycznie o każdym internaucie. Nie chodzi tu zresztą o żadne nielegalne metody- wystarczy trochę poczytać.
W związku z tym, internet stał się także narzędziem dla pracodawców, którzy zamiast wertować spływające CV, zwyczajnie wpiszą imię i nazwisko kandydata do wyszukiwarki i dowiedzą się o nim wszystkiego, co będzie potrzebne. Wszystko to dzieje się na naszych oczach i to właśnie my jesteśmy albo sprawdzającymi, albo sprawdzanymi- zależnie od tego, co się nam udało osiągnąć.
Jedni powiedzą, że to permanentna inwigilacja, ale zaraz ktoś odparuje, że przecież wystarczyło lepiej pilnować swoich danych osobowych, a nie rzucać nimi na prawo i lewo za breloczek, smycz reklamową, długopis albo dostęp do dziesięciu zdjęć.
Internet nie jest narzędziem złym ani dobrym. To czysta abstrakcja i przy każdej dyskusji, jakich ostatnio pojawia się sporo, pada wiele niemerytorycznych argumentów. Nie można podchodzić do internetu z założeniem, że po drugiej stronie ktoś czeka na nasz ruch, żeby poznać nasze zwyczaje, włamać się na konto internetowe. Wszystko to jest fikcją- internet to niemal świat równoległy, ale jednak w wielu punktach dzielący istnienie z codzienność- nie można wykreować drugiego siebie na potrzeby życia w sieci. Warto zapanować nad swoim wizerunkiem, odnaleźć porozrzucane tu i ówdzie dane osobowe i pousuwać je z baz danych, w których generalnie nie powinny się znaleźć.
Oczywiście nie jest moją intencją, żeby teraz wszyscy zaczęli dusić swoje dane osobowe i ograniczać swoje kontakty w sieci. Po prostu lepiej byłoby, gdyby każdy w jakiś sposób zapanował nad całym nieładem wokół swojej wirtualnej tożsamości. Wtedy internet, którzy rzeczywiście jest okiem wielkiego brata, przestanie być taki straszny. Trzeba też walczyć zarówno z uprzedzeniami, jak i ze ślepą ufnością w dobrą wolę ludzi na drugim końcu światłowodu. Obie postawy mogą zrobić więcej złego niż dobrego i należałoby raczej wyplenić je z internetowej rzeczywistości.

Praca przez internet

Internet przez wielu używany jest jako narzędzie pracy. Wiele osób też daje się naciągnąć na udział w różnych podejrzanych przedsięwzięciach. Niemało, głównie młodszych ludzi, dało się skusić na rzekomy zarobek wynikający z czytania reklam. Już na zdrowy rozum jest to jakaś paranoja.
Praca w sieci oczywiście jest, ale zasady są takie same jak w każdym innym zawodzie- kto nie pracuje, tan nie ma wypłaty. A tu proszę, okazuje się, że wystarczy wysłać mail, że szuka się do pracy w internecie. Mało tego, im więcej absurdu się w taką wiadomość właduje, tym więcej zgłosi się chętnych. Jest jednak wiele zawodów, w których z internetu korzysta się zawsze, ale ponieważ tam trzeba poświęcić więcej czasu i wysiłku, chętnych jest znacznie mniej.
Specjalne portale internetowe zbierają informacje o ofertach pracy zdalnej. Praca w sieci może być bowiem bardzo opłacalna i bardzo atrakcyjna, ale internet nie jest najłagodniejszym medium. Trzeba umieć znaleźć wartościowe oferty i często właśnie to jest największym problemem- większość portali internetowych zbiera ogłoszenia, ale nie sprawdza ich pod kątem merytorycznym i pojawia się nagle wysyp spamu- zostań konsultantką, sprzedawcą, rozsyłaj spam. Dobrych ofert jest nawet sporo, ale nie są one pokazywane wszędzie.
Praca przez internet to dla wielu osób wymarzony rodzaj pracy- bez ruszania się z domu, często z elastycznym czasem pracy. Jest to też jednak wyzwanie, bo niekoniecznie w domu pracować najłatwiej, a czasem zwyczajnie trudno skupić się na obowiązkach zawodowych. Poza tym, poruszanie się w sieci, umiejętność zdobycia i zacytowania informacji, znajomość technologii stron internetowych czy wiele innych problemów to wiedza bardzo dynamiczna, zmienna i aktualizowana przynajmniej z godziny na godzinę. W takich warunkach przetrwają tylko najlepsi. Przeciętny twórca stron internetowych zwyczajnie nie będzie miał żadnych zleceń, kiepski pozycjoner zadowoli się jednym czy dwoma na miesiąc. Wiele zależy oczywiście od tego, co chcemy robić, ale internet pozwala się rozwijać każdym, pod warunkiem, że jest się w czymś najlepszym. Jeśli nie, praca przez internet i tak nie będzie mogła zostać uznana za rozwiązanie naszych problemów. Wyzwania XXI wieku to szybkość i doskonałość. Tak właśnie wygląda praca przez internet.

Początki blogów

Mania blogowania dotarła do Polski kilkanaście lat temu. Początkowo blogi działały jako internetowe pamiętniki. Wraz z rozwojem technologii przesyłu danych, większą popularność zdobyły sobie blogi multimedialne, począwszy od fotoblogów, skończywszy na audio i videoblogach. Dziś wszystkie te formy współistnieją i są osoby, które są skłonne pracować słowem, inni wola obraz, a jeszcze inni multimedia.
Jednak nie zmiana rodzaju zawartości jest największym zaskoczeniem. Najbardziej zmieniło się przeznaczenie blogów. Zgoda, wciąż są blogi prowadzone jako pamiętniki on-line, jednak dziś już mają formę bardziej wyrafinowaną niż kiedyś. Jednak w osnowie blogów wiele osób prowadzi własne mini strony internetowe, gdzie pisze na temat swoich pasji, a nie tylko opisów minionych chwil. Blogi znalazły także miejsce w e-marketingu, jako proste do utworzenia i utrzymania kanały przekazywania treści reklamowej.
Historia blogów jest doskonałą ilustracją tego, że w sieci bardzo trudno jest przewidzieć kierunek rozwoju nawet najprostszego wynalazku. Dziś w oparciu o pewne systemy blogowe można zbudować całkiem sprawnie działający sklep. Możliwości techniczne są większe niż możliwości naszej wyobraźni. Blogi niekiedy stają się pierwszym źródłem informacji, na podstawie których opracowywane są nawet całe panele dyskusyjne. Na kanwie treści internetowych pamiętników powstały już filmy i spektakle teatralne, blogi coraz częściej na jakimś etapie wkomponowują się w naszą wirtualną codzienność.
Całe systemy blogów, zwane niekiedy blogoidami, zastępują nam wortale. Dzięki blogom każdy może zabrać głos w sprawie, która go interesuje, podzielić się opinią, pochwalić dokonaniami. Na blogu można opublikować wszystko. Początkowo zresztą to właśnie wokół portali blogowych rozwinęły się otwarte społeczności internetowe i to właśnie blogoidy dały pomysł stworzenia pełnoprawnych portali społecznościowych. To jednak nadal nie zmniejszyło znaczenia blogów. Teraz internetowe pamiętniki mają setki i tysiące zastosowań. Korzystając z blogów możemy znaleźć informacje niemal na każdy interesujący nas temat i poznać nie tylko wiele choćby atrakcji turystycznych, ale także dowiedzieć się o najnowszych odkryciach naukowych, trendach w modzie czy nauczyć się programowania i tworzenia stron www.

Portale społecznościowe

Jednym z aspektów internetu, który jest chyba najbardziej rozpoznawalny, jest funkcjonowanie portali społecznościowych. Marki takie jak Facebook, Twitter czy nawet nk.pl (taki przykład z naszego podwórka) są rozpoznawalne bardzo szeroko. Ich popularność jest tak duża, że w zasadzie trudno sobie wyobrazić by któryś z internautów mógł po prostu nie korzystać z żadnego serwisu społecznościowego. Są one wprawdzie bardzo różne i tak naprawdę każdy z nich jest adresowany do nieco innej grupy odbiorców. Są to jednak tak naprawdę wyłącznie różnice marketingowe, a nie coś, co praktycznie różnicuje serwisy społecznościowe.
Ruch generowany przez portale społecznościowe jest tak duży, że trudno go porównać do jakiegokolwiek innego zjawiska masowego. Siła oddziaływania portali internetowych społeczności jest zresztą olbrzymia. Niestety zazwyczaj słyszymy o tym w kontekście wybitnie negatywnym, by przypomnieć jedynie sprawę wydarzeń na wyspie Utoya. Jednak portale społecznościowe odegrały także swoją rolę w trwającej ciągle arabskiej Wiośnie Ludów, a w krajach o systemie niedemokratycznym często są najlepszym źródłem informacji.
O portalach społecznościowych można powiedzieć dobrze lub źle, zresztą w każdym przypadku popierając swój wywód jednoznacznymi dowodami. Tak naprawdę jednak portal społecznościowy to jedynie z socjalnego punktu widzenia pewien zestaw narzędzi pozwalających na ekspresję swojej osobowości, wyrażenie swoich pomysłów, a często także na rozładowanie frustracji i napięć. To, w jaki sposób są wykorzystywane portale społecznościowe praktycznie pozostaje poza kontrolą kogokolwiek, ponieważ tak olbrzymiego ruchu nie może monitorować nikt, poza samymi użytkownikami portalu. To natomiast nie zawsze jest możliwe.
Wiele portali społecznościowych powstało w celu zaspokojenia potrzeby kontaktu, a następnie wpadło w spiralę komercjalizacji, która całkowicie odmieniła ich oblicze, czego przykładem wspomniany już wcześniej portal nk.pl. Pomysł był świetny, ale wprowadzone zmiany spowodowały olbrzymią stratę użytkowników- statystyki tego nie pokażą, ponieważ portal skomercjalizował się do tego stopnia, że poza statystykami i zyskiem nic nie przemawia do administratorów, podczas gdy idea odnajdywania dawnych kolegów z klasy jest teraz już całkowicie nie do wybronienia.

Problemy społecznościowe

Korzystanie z portali społecznościowych może przynieść wiele radości, jednak tak naprawdę i tu wkroczył już wszechobecny marketing, co nieco psuje przyjemność beztroskiego hasania na portalu społecznościowym. To właśnie social media są najbardziej łakomym kąskiem na internetowym rynku, ponieważ dysponują najcenniejszym produktem XXI wieku- olbrzymimi bazami danych o użytkownikach. To buzi pewne niepokoje i nakazuje zwiększenie ostrożności, ale nie wszyscy zdają sobie sprawę z zagrożenia.
Social media wymagają zbierania danych o użytkownikach. Inaczej tak naprawdę trudno byłoby mówić o społeczności, ale problem mogą stanowić „dzikie” bazy danych, które z social media nie mają niczego wspólnego, są budowane przy wykorzystaniu narzędzi mediów społecznościowych przez osoby lub firmy o nieznanej reputacji. Ostatnim tego przykładem jest seria „10 zdjęć…” pojawiająca się na Facebooku. W zamian za udostępnienie aplikacji swoich danych, użytkownik może obejrzeć i skomentować dziesięć zdjęć. Funkcjonalność mizerna i nawet średnio świadomy uczeń podstawówki może w tym zwęszyć podstęp, ale magia mediów społecznościowych działa- im więcej osób się daną zawartością interesuje, tym więcej osób się nią interesuje i tak w kółko. Samonapędzająca się maszyna i kula śnieżna. A że informacji udostępniamy całkiem sporo, zbudowana w ten sposób baza danych może posłużyć do celnego wysyłania spamu. Większość internautów oburza się, kiedy media podają informacje, że kilka milionów Polaków jest rocznie podsłuchiwanych i śledzonych. Każdy zdrowo rozsądny człowiek może się oburzyć tylko, ze owe służby zamiast zbudować własną bazę danych korzystając z takich samych metod, wydają pieniądze na podsłuchy. Większość użytkowników internetu notorycznie sprzedaje swoje dane osobowe za jakieś gadżety, a tu okazuje się, że jesteśmy gotowi podzielić się prywatnymi informacjami nawet wtedy, kiedy nie dostajemy za to żadnej fizycznej „nagrody”.
Oczywiście, media społecznościowe to nie diabeł wcielony i przy wszystkich zaletach jakie mają,można zrozumieć, że pewne wady też są nieuniknione. To jednak, że korzystamy z social media nie oznacza jeszcze, że powinniśmy bezkrytycznie dzielić się wszystkimi informacjami. Zasadniczo nie dbamy o ich bezpieczeństwo, a to bardzo poważny błąd- warto wziąć to pod uwagę, zanim znowu przyjdzie nam ochota na obejrzenie dziesięciu zdjęć ludzi, którzy oddali za bezcen swoje dane osobowe.